piątek, 24 lutego 2012

[4] Nie zapomniałaś przypadkiem o czymś ?

Obudziłam się przed 9:00 zeszłam na dół do kuchni gdzie siedzieli rodzice. Przywitałam się i nalałam sobie soku do szklanki.
-Co z Pasztecikiem przez te 2 tygodnie ? - Zapytałam.
-Zupełnie o nim zapomniałam. Nie mogłabyś go podrzucić Cammie ?- Zapytała mama.
-Pytałam jej wczoraj, ale nie może go wziąć.- Skłamałam. Bo przecież nie powiem, że się pokłóciłyśmy.
-No to nie wiem co zrobimy.
-Zapytam jeszcze Jessie'go.
-Ok. Ale nie masz dużo czasu o 11:00 wyjeżdżamy.
-Ok. Pobiegłam do swojego pokoju. Umyłam się szybko włożyłam pierwsze lepsze dresy i jakiś t-shirt, wzięłam psa na smycz i wyszłam z nim z domu. Skierowałam się do domu mojego chłopaka. Nie wiedziałam czy jeszcze wszyscy u niego śpią. Zaryzykowałam. Zadzwoniłam dzwonkiem i nie musiałam długo czekać. Otworzyła mi mama Jessie'go wyglądała jakby już dawno wstała. Wzięłam psa na ręce, przywitałam się i pobiegłam do pokoju Jessie'go. Zapukałam, ale nic się nie wydarzyło więc weszłam do środka. Widok był przesłodki. Jessie spał. Wyglądał tak słodko z rozczochranymi włosami i bez koszulki. Jak ja go kocham. Podeszłam do łóżka i usiadłam na na brzegu.
-Jessie. - Próbowałam go obudzić, ale ten tylko obrócił się na drugą stronę i spał dalej.- Jessie, obudź się. - Dalej nie reagował. Pocałowałam go lekko w usta. Lekko się poruszył, ale wciąż spał. Pocałowałam go namiętniej,a on się uśmiechnął i otworzył oczy.
-Co tu robisz ? Myślałem że wyjeżdżasz ? - Podniósł się do pozycji siedzącej.
-Jedziemy o 11:00, ale przyszłam do ciebie z prośbą.
-Jaką ?
-Nie mam z kim zostawić Pasztecika.
-Aha.
-Więc ? Mogę go zostawić u ciebie ?
-U mnie ? - Zadziwił się. - Bardzo bym chciał, ale - Zastanowił się. - Wiesz moja mama ma uczulenie na psy.-Posmutniałam.- Przepraszam. Gdyby nie to to bym go wziął. Naprawdę.- Powiedział i przytulił mnie.
-Ok. Nie masz za co przepraszać. Rozumiem. Będę lecieć. Pa, kocham cię.
-Ja ciebie też. - Odpowiedział i pocałował mnie. - Miłego wyjazdu.
-Dziękuję. Będę tęsknić.
-Ja też.- Poszłam. Wyszłam z jego pokoju, pożegnałam się z jego mamą i wyszłam z domu. Spacerowałam chwilę z Pasztecikiem w drodze powrotnej, aby mógł załatwić spokojnie swoje potrzeby. W pewnym momencie zauważyłam jakąś postać idącą w moją stronę. Był to Zayn.
-Siema. - przywitał się.
-Siema.
-Gdzie idziesz ?
-Do domu.
-Odprowadzić cię ?
-Jeśli chcesz ?- Poszliśmy.
-Czemu jesteś smutna ?
-Nie jestem.
-Jesteś.
-Oj, no bo zaraz jedziemy z rodzicami nad jezioro na 2 tygodnie i nie mam z kim zostawić Pasztecika.- Wytłumaczyłam mu, a ten znowu się zaczął śmiać z jego imienia. Spojrzałam na niego znacząco.
-Przepraszam. - Uspokoił się. - Ja chętnie się nim zajmę.- Zaoferował się.
-Naprawdę ?
-Jasne. Ja jestem zawsze chętny do pomocy.
-Ale serio, serio ?
-No, serio, serio.
-Ok. - Zgodziłam się. - Masz teraz czas ? - Zapytałam gdy doszliśmy pod mój dom.
-Tak, a co ?
-Chodź do domu. Muszę ci wszystko powiedzieć co i jak.- Weszliśmy do domu, a tam moi rodzice latali po całym domu szykując się i dopakowując jeszcze rzeczy do wyjazdu.Chris stał przed lustrem z pilotem w ręku i śpiewał i tańczył Wyginam śmiało ciało. Ja tam się wyluzowałam, jedziemy za niecałą godzinę, a ja se w dresie łażę.
-Alishia, mówiłam ci że nie ma dużo czasu. Szybko szykuj się. Jessie zaopiekuje się pchlakiem ?- Zaczęła gadać. Ooo tak moja matka uwielbiała tak nazywać mojego psa.
-Nie, bo jego mama ma uczulenie na psy, ale mój kolega się zaoferował. - pokazałam Zayna, a matka chyba dopiero go zauważyła.
-Dzień Dobry. - Przywitał się.
-Dzień Dobry. Naprawdę ratujesz nam życie. - Pochwaliła go mama. - A ty. - Wskazała na mnie. - Szykuj się.- Zdjęłam psu smycz a Zayn'a zaprowadziłam do mojego pokoju. Pasztecik oczywiście za nami.
-Zaraz ci wszystko naszykuję. Powiedziałam i poleciałam po rzeczy Pasztecika, takie jak smycz, miski czy zabawki. Spakowałam wszystko do reklamówki i podałam chłopakowi. Odprowadziłam go do drzwi. - Dziękuję ci bardzo, że się nim zajmiesz. Jak wrócę to jakoś ci to wynagrodzę. - Uśmiechnęłam się kiedy staliśmy w drzwiach. - To pa.- Powiedziałam i chciałam zamknąć drzwi, ale mi przerwał.
-Umm, nie zapomniałaś przypadkiem o czymś ?- Zapytał.
-Nie. O czym ?- Zapytałam. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Ale gdy usłyszałam szczekanie Pasztecika z kuchni dopiero zaczaiłam. Roześmiałam się.-Wszystko ci spakowałam, a o najważniejszym bym zapomniała.- Zapięłam psu smycz i podałam jego tymczasowemu opiekunowi.
-Na razie. Miłego wyjazdu.- Powiedział, a co do tego odwdzięczenia się to pogadamy jak wrócisz. - Uśmiechnął się. Ale tak zajebiście się uśmiechnął. Że aż mnie ciarki przeszły. Otrząsnęłam się.
-Jasne. - Odwzajemniłam uśmiech. Też chciałam żeby wyszło zajebiście, ale pewnie wyszło jak zwykle, czyli jakbym się śliniła do frytek czy coś. Pożegnaliśmy się i od razu poleciałam do pokoju. Prawie dosłownie poleciałam. Na schodach oczywiście się wjebałam, ale kij z tym. Wzięłam odświeżający prysznic i założyłam TO. Pomalowałam się i z walizką zeszłam na dół. Wszyscy byli już gotowi. Powiedzmy. Bo czekaliśmy jeszcze z 10 minut na mamę aż znajdzie swoje okulary. Kupiła sobie oryginalne od Gucci'ego i stwierdziła, że musie je mieć. Kiedy wreszcie je znalazła mogliśmy ruszyć w podróż. Rodzice posadzili Chrisa w foteliku ja zajęłam miejsce obok niego. Włączyłam na fula muzykę na mp3 i siedziałam czekając aż w końcu dojedziemy na miejsce. Po drodze zatrzymaliśmy się w małej knajpce na śniadanie którego nikt oczywiście nie miał czasu zjeść. Usiedliśmy przy stoliku, a kelner podał nam karty. Zamówiłam sobie małego muffina. Na nic więcej nie miałam ochoty chociaż rodzice kazali mi jeść więc wzięłam jeszcze naleśniki. Po zjedzonym posiłku wszyscy wrócili do samochodu, a ja pobiegłam jeszcze do łazienki. Kiedy wychodziłam pod knajpą stało z trzech chłopaków w moim wieku byli to typowi dresi. Jak ja ich nie cierpię. Ciągle tylko kurwiają, plują śliną i piszą sprejami po blokach. Tylko niech mnie nie zauważą. Błagam. Tacy to zawsze mają jakieś komentarze.
-Hej laluniu.- Odezwał się jeden z nich. Fuck. Oby to nie było do mnie. Odwróciłam się, a oni patrzyli na mnie. - Choć tu do nas. Dotrzymasz nam towarzystwa. - Chyba go pojebało. Pokazałam mu środkowy palec. - Jaka zadziorna. - Zaczęli podchodzić bliżej, a ja rzuciłam się do ucieczki. Biegłam ile sił w nogach. Kurde, czego moi rodzice musieli tak daleko zaparkować samochód. Gdy dobiegłam do auta, wskoczyłam do niego jak najszybciej i kazałam ojcu jechać. Dresy zostały w tyle. Hahaha. Dobrze im tak. Całą drogę na miejsce się z tego śmiałam. Od tego miejsca do naszego celu było tylko 160 km. dojechaliśmy tam w około 2 godziny. Wynajęliśmy całkiem niezły domek. Duży i przy samej plaży. Ponieważ było jeszcze wcześnie postanowiłam iść na plażę. Mama kazała mi wziąć Chrisa bo oni muszą rozpakować rzeczy. Pod ciuchy założyłam strój kąpielowy wzięłam ręcznik i różne olejki do opalania spakowałam do torebki. Chrisowi też założyłam kąpielówki i wyszliśmy z domu. Znaleźliśmy dobrą miejscówkę i się tam rozłożyliśmy. Posmarowałam się olejkiem, a potem Chrisa. Miałam zamiar wylegiwać się do końca dnia na plaży.

____________________________

Heeeej :* Oto czwóreczka. Przez ostatni kilka dni miałam trochę roboty związanej ze szkołą, dlatego rozdział pojawił się dopiero dzisiaj. A kolejny rozdział myślę, że jeszcze w ten weekend .
Pozdrawiam :)


2 komentarze:

  1. To imie psa mnie rozpierdala : D Szkoda, że tak późno rozdział. No nic, czekam. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, bardzo mi się podoba. Pasztecik rządzi ;). Ciekawa jestem co dalej...
    Czekam na więcej i zapraszam do nas:
    1d-spelnieniemarzen.blogspot.com
    Szalona
    S&S

    OdpowiedzUsuń